RSS
czwartek, 20 stycznia 2011

Oj strasznie zaległości w dokumentowaniu rzeczywistości młodo-lekarskiej. Zwalic to trzeba (oczywiście niezgodnie z tzw stanem faktycznym) na nawał pracy.

 

A wiec poprzednia notka była o szukaniu pracy. Tak się stało ze poszukiwania pracy zakończyłem pozytywnie. Wiele z tym było zamieszania, wiele się dowiedzialem i nauczyłem.

Poszukiwanie pracy zajeło mi jakies 2 tyg. Zwiedzalem wiele miejsc, w końcu zostałem przyjęty po małej negocjacji stawki:) w Łodzi w uroczej przychodni.

Praca jako lekarz podstawowej opieki zdrowotnej - który jest lekarzem ubezpieczenia zdrowotnego jest dość ciekawa jednocześnie momentami frustrująca. Życie i specjalizacja sprawiły ze miałem przyjemność pracodwać  ok miesiaca. Z jednej strony strasznie mi szkoda - jest to jakaś forma samodzielności, kontakt z pacjentem itd. Z drugiej rozstałem się w dziwnych jak dla mnie okolicznościach.

Bardzo żałuję, że na bierząco nie pisałem rapotrtów na temat ciekawych pacjentów. Naprawdę sporo mnie poz nauczył.

Może kiedyś.

Od nowego roku nowe miasto i specjalizacja (ponoć wymarzona).

środa, 24 listopada 2010

Temat pierwszej pracy po stażu dla młodego lekarze to dość ciekawy temat, po części obrazujący stan "służby" zdrowia w Polsce. Ponieważ jestem osobą po stażu podyplomowym i nie rozpocząłem jeszcze specjalizacji więc mogę się wypowiedzieć na temat rynku pracy z tej perspektywy. W związku z tym gro ogłoszeń (pt "szukamy specjalisty" nie jest do mnie adresowanych. Szacunkowo - jest to większość, z dostępnych mi w internecie, czy prasie ogłoszeń.

Z mojego pkt widzenia pierwsza trudnością jest znaleźć ofertę dla lekarza bez specjalizacji.

Sprawa druga, miejsce pracy: tutaj przeważają oferty z mniejszych miejscowości, mam tutaj na myśli głownie ogłoszenia. Gdyż w mieście jeżdżąc od przychodni do przychodni okazało się ze sporo wakatów jest wolnych. Z ofert zarobków jakie teraz mi zaproponowano (należy dodać, że bardzo niechętnie potencjalni pracodawcy o tym mówią), nie ma większej różnicy miedzy miastem a mniejszymi miejscowościami.

Godziny pracy: wszyscy potencjalni pracodawcy elastycznie podchodzą do godzin pracy - tutaj nie ma problemu - jak na razie.

Możliwości rozwoju: jedna sprawa - dla mnie jako młodego lekarza ważne jest nabranie doświadczenia i praktyki na pierwszej linii frontu. Natomiast, żaden z potencjalnych pracodawców nie oferował dodatkowych kursów, szkoleń itd. Myślę, że jest to związane ze specyfiką pracy w POZ, a osoba decydująca się na pracę w tym miejscu doskonale sobie sprawę, ze głównie dorabia.

Perspektywy zarobkowania: z mojego odczucia wraz ze wzrostem doświadczenia coraz lepsze.

Ogólnie- dla młodego lekarza, z "ciepłym" pełnym prawem wykonywania zawodu - znalezienie pracy bez protekcji jest wyzwaniem. Mówię oczywiście o pracy zgodnej z kwalifikacjami, celowo omijam propozycje pracy jako przedstawiciel handlowy - gdzie jest sporo ofert, oraz innych typu prowadzenie kursów pierwszej pomocy itp.

To mniej więcej tyle z mojej perspektywy. W dniu jutrzejszym kolejne rozmowy kwalifikacyjne. Jeżeli będzie Pan mial jakieś pytania, jestem do dyspozycji. Mam cichą nadzieję, ze poruszenie tego tematu, a także obowiązkowego bezrobocia młodych lekarzy, przyczyni się do zmiany na lepsze.

 

Witam po dłuższej przerwie.

Sporo się ostatnio działo. Lep, wymyślenie specjalizacji, złożenie dokumentów, odwołanie, zakończenie stażu.. odebranie PWZ, bezrobocie, szukanie pracy, znalezienie pracy itd.

Na każdy z powyższych tematów można w sumie napisać oddzialna notkę.

Końcówka września nieciekawa - nie dość ze lep poszedł nie tak jak myslalem to moj ukochany piesek przegrał z ropomaciczem....

Październik - stał pod znakiem nic nie robienia - oddania się fotografii:), fakt na nic wiecej nie mogłem sobie pozwolic ze waględu na niezapowiedzianą awarię sprzegła w samochodzie..i zlikwidowanie funduszu wyjazdowego.

Końcówka stażu - ostatnie 2 tygodnie to było bieganie za pieczątkami, badania, cuda wianki :)

Na koniec złożenie papierków w izbie...i 2 listopada jak każdy lekarz po stażu spotkanie w urzędzie pracy.

Tak to jest niestety, że miedzy otrzymaniem pełnego prawa wyk zawodu, a zakończeniem stazu mija przy dobrych wiatrach ok 2 tyg. No chociażby ze względu na składki na NFZ warto się zarejestrować. Nie jest moze to do konca przyjemne, ale moim zdaniem konieczne "na wszelki wypadek".

Jako, ze nie poszczęsciło mi sie w kwalifikacji na rezydenturę.. (ze mna prawie 200osobą hehe), to oczywiście złozyłem odwołanie licząć po cichu, ze moze przyznają mi miejsce - w końcu radiologia jest deficytowa (sprawdziłem potem naocznie) i priorytetowa. Życie pokaże.

Z odwołaniem jest o tyle wesoło, ze musi sie na nim "podbić" konsultant wojweódzki. Miałem o tyle szczęście, że w moim przypadku troche pomarudził i podbił od ręki, ale wiem, że w innych specjalnościach nie jest tak różowo. Zawsze słysząc o takich sytuacjach mam przed oczami te tytuly prasowe o braku specjalistów w tym kraju.

Pierwszy pracujacy dzień listopada był dla mnie niezwykle aktywny. Wczesnym rankiem udałem się do Urzędu Pracy .. miałem szczeście ze tam skierowałem swoje kroki. Maszynka do wydawania numerków posiadała jeszcze wolne z zakresu R..oraz oznajmija ze przedemna 50 osób. Aby nie tkwić bezczynnie udałem sie do wodkamu po informacje.. jak sie okazało dobre dla mnie  następnie odwiedziłem konsultanta wojewódzkiego, otrzymałem pieczątke i z tym papierkiem wróciłem do wodkamu - pozostaje czekać do 15 grudnia. Powórcilem do UP w miłym towarzystwie koleżanek z roku oczekiwać na swoja kolej. Doczekawszy się.. jak to w urzędzie po przerzucali papierki, pokserowali, sprawdzili czy potrafię się podpisać i zostałem bezrobotnym...

W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wyszedłem z up i udalem się do samochodu.

Straż miejska pomyślała i o mnie, dostałem piękny żolty kawałek metalu na koło. Niby, mieli rację, zaparkowałem na postoju taksówek. Skończyło się na pouczeniu, bo strażników wezwano przez radio do bomby w ZWIK.

 

 

 

środa, 22 września 2010

Czytając poranna prase znalazłem pewne ciekawe zależności:

Prawo Parkinsona − prawo, mówiące że praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie (oryg. ang. work expands as to fill the time available for its completion)

 

oraz

Zasada Petera (ang. Peter Principle). W organizacji hierarchicznej każdy awansuje aż do osiągnięcia własnego progu niekompetencji. Zasadę sformułował Laurence J. Peter. Czasem używa się również zamiennie pojęcia progu kompetencji.

Może akurat prawo parkinsona nie jest zbyt często w praktyce lekarskiej obserwowane, to druga zasada...sami wiecie:)

 

Żeby nie było, że się obijam. W testach powoli, acz jednak rosna procenty..

niedziela, 19 września 2010

Zeby zbytno nie odstawac, czasami zajrzę sobie na stronę www jakieś gazety zeby zobaczyć co się dzieje na świecie.

Zastanawia mnie jedno - dlaczego tyle osób daje sobą sterować, dlaczego do rangi nierozwazywalnych problemów rosna drobne spory. Dlaczego ciemny lud zajmuje się krzyżem zamiast np podatkami czy partolonymi z kroku na krok reformami.

Dlaczego w Polsce zamiast po prostu zwiększyć liczbę rezydentów zeby zwiekszyć liczbę specjalistów tworzy się jakieś potworki pod postacią certyfikatów?

Dlaczego wojskowa służba zdrowia tworzy apele do lekarzy, żeby jechali na misje, skoro wystarczy zadbać o ich bezpieczeństwo i uczciwie zapłacić?

Dlaczego ja ciągle zajmuje się pierdołami zamiast się uczy?

czwartek, 16 września 2010

Staż ma się ku końcowi. Medycynę rodzinna odrabiam siedząc w domu nad książkami.

Monotonnie.

Codziennie rodzinę a zwłaszcza Sabakę Sabę odwiedzam zeby zrobic jej zastrzk. Kuracja pomaga, choć pies nie jest zbyt zadowolony.

W miedzy czasie zastanawiam się co będe robić w zblizającym się urlopie. Czytając różne opinie do rezygnacji z biur podrózy przekonał mnie taki wpis:

"Biura podróży i ich atrakcje są dla debilek z solarium, które szukają wakacyjnej przygody albo wieśniaków z pryszczami, którzy chcą zapoznać te debilki."

 

To ostatecznie mnie przekonało aby wziąść sprawy w swoje ręce.

środa, 25 sierpnia 2010

Z ralacji innych stażystów można odnieść wrażenie ze najwięcej manualnych umięjętnosci mozna sie nauczyć na chirurgii bądź też sor. Musze to potwierdzić. Bardzo sobie chwalę właśnie chirurgię. Dużo miałem okazję zrobić. Zespół bardzo życzliwy atmosfera zdrowa. Z chęcią zostawałem na dyżurach :)

Metodyka pracy z pacjentem nazwijmy to chirurgiczna bardzo mi odpowiada.

Pacjentów zglaszajacych sie na oddział mozna podzielić na:

  • Potłuków - czyli wszystkich pacjentów których nie wzieli ortopedzi, a który mają uraz w wywiadzie. Głównie urazy głowy leżące do obserwacji. W tej grupce można wyróżnić trzeźwych i pijanych oraz pobitych i z wypadków komunikacyjnych. Oczywiście wśród pijących zdarzali się rekordziści..4,25.. z całej masy na palcach jednej ręki mozna policzyć osoby ktore zabrali neurochirurdzy..Ciekawa grupa pacjentów jeżeli chodzi o wywiady.
  • Planowych do operacji typu pęcherzyk, przepuklina, ECPW- obrabianych wręcz taśmowo
  • Planowych do ciężkich operacji - tutaj dostarczali mi sporo pracy przy zbieraniu wywiadów i przekopywaniu się przez liczna dokumentacja
  • Ostrych trzustkowców - z reguły z alkoholem w wywiadzie. Na tej grupce ćwiczyłem swoje umiejętności robienia usg:P
  • Ostrych "brzuchów" czyli wyrostki, niedrożności, perforacjie. -atakowanych (operowanych) na dyżurach.

Oczywiście nie wyczerpuje to wszystkich możliwości. W medycynie nie da się wszystkiego przewidzieć dlatego jest taka ciekawa:).

Chirurgia to głównie operacje. Miałem okazje dużo zobaczyć. Podszkolić swoje umiejętności krawcieckie. Przy okazji docenic pracę w upale na nieklimatyzowanym bloku miejskiego szpitala.

sobota, 26 czerwca 2010

Każdego stażystę czekają obowiązkowe kursy do stażu. O ich przydatności można by wiele dyskutować. Wg mnie wiedza z części jest niewątpliwie potrzebna, część jest tylko upierdliwa. Troche można by było dodać, bo wiele ważnych spraw zostało pominiętych.

Ratunki - wg mnie w obecnej formie kurs bez sensu. 3 dni pitu pitu o niczym. Brak zajęc praktycznych na fantomach.. 2 dni stazu na SOR..albo podpieczątkowane od razu albo odsiedziane tak samo jak 3 tyg stażu w pomocy doraźnej..czyli w zależności od szczęscia albo coś sie widzi albo nie.

HIV - dało się przeżyć, forma i treść zrównoważone i całkiem ciekawe

Orzecznictwo - takie przybliżenie dość mgliste przepisów, w sumie potrzebne

Prawo medyczne - kurs ważny, mnogość przepisów przeraża. Oczywiście sprawia wrazenie chaosu i pominiecia wg mnie sporo ważnych rzeczy. Miesiać mija a ja nie wiem czy zdalem.

Bioetyka - totalna strata czasu.

Transfuzjologia - w sumie ważna sprawa, choć i ten kurs powinien być nieco bardziej uporządkowany.

Tym samym przez pół miesiaca pochodziłem sobie, spotkalem sie ze znajomymi z roku, była okazja wymienić doświadczenia i spostrzeżenia itd itp..

 

Czas nadrobić zaległości:

Cieżko pisać o stażu z interny patrząc z perspektywy 3-4 miesięcy. Z drugiej strony, opinia będzie bardziej wyważona.

Na internie nie zdobyłem jakiś szczególnych, a zwłaszcza nowych umiejętności, 90% czasu to szlifowanie już poznanych. Niestety ani EKG, ani znajomość leków nie zwiększyła się znacznie. Oczywiście sporo widziałem, osłuchalem się z tym i owym. Popatrzyłem sobie na spirometrię, bronchoskopię (czego nie było mi dane na studiach). Cieżko tutaj wszystko wymieniać.Dużo wnosiła atmosfera, która była przyjemna i sprawiała, że nie miałem parcia wychodzić przed czasem. Uzmysłowiłem sobie jak ważna oprócz płacy, wykonywanej pracy jest atmosfera jaką wytwarzają współpracownicy!

Najlepiej pracowało mi się z rezydentami, bardzo chętnie dziela sie wiedzą.

Te dziesiec tygodni szybko zleciało..zrobiło się ciepło, drzewa zaczeły się zielenić..i przyszedł czas zmienić oddział..

Kolejnym stażem była ginekologia i położnictwo. Oczywiście nie ma wymagań jak dokładnie należy odbyć ten staż. Pierwotnie zamierzałem siedzieć całe 7 tyg na porodówce. Życie pokazało, że wytrzymałem tam 3 tyg i to z przerwami na szkolenia. Poza kolega rezydentem, który był właściwie jedyną osoba która mi coś powiedziała i pomogą reszta zespołu lekarskiego potraktowała mnie ciepłym moczem..Nie tylko mnie jak się okazało.. Cóż wielka szkoda ze nic sie nie nauczyłem, niczego nie zobaczyłem, a na zapierdalalem sie siedzieć bez celu na 7.30..

Powyższe zaważyło na przenosinach na inny oddział. Tutaj mimo, że to ten sam szpital atmosfera zgoła odmienna. Rozpisywali do zabiegów, była szansa i sporo zobaczyć i troszkę pomóc. Podejście, do stażysty bardzo życzliwe i powróciła nadzieja. Nie musze pisać, że sporo widzialem podczas zabiegów (w końcu w pierwszym rzędzie;) ). Koledzy z tego oddziału ratują w moich oczach honor ginekologów. Co więcej, myślę, że dla nie jednego lekarza byli by wzorem postawy wobeć pacjenta  patrzać pod wzgledem prawym i etycznym.

Na dniach zaczałem staż z ortopedii.. 3 dni na oddziale w tym jeden dyżur. Byly to bardzo pracowite dni. Pełna profeska aż chce sie iść do pracy.

 

czwartek, 18 lutego 2010

Sporo się zmieniło od ostatniej adnotacji.

Staż z psychiatrii przeleciał inomig.. bo co dobre szybko się kończy.

Przyszła pora na zesłanie tfu staż na internie.

Z pkt widzenia medycznego jest szansa czegoś przydatnego sie nauczyć.. Z drugiej strony ehh nieważne.

Ciekawe przypadki:

1) Stosując naście preparatów poza licznymi interakcjami latwo o zwykłą pomyłkę. Tak też się stało w przypadku pacjentki przyjętej z DPS z zapaleniem płuc z dusznościa.. Jako dodatkowy smaczek F20;) Po tygodniu pacjentka bez duszności w jak na nią dobrym kontakcie.. Przy okazji pisania wypisu wszło ze zapomniano dać jej antybiotyk..

2) Pacjenci "internistyczni" potrafią przyjmować dużo leków... ale lista 23 preparatów...robi wrażenie.

3) Starsza pani, która cały czas uważa ze jestem jej proboszczem... (chyba naprawdę zostanę psychiatrą).

Z takich obserwacji widzę, że pacjenci dzielą się na dwie grupy: leczący się na wszystko, nadużywajacy leków, oraz mający doktorowstręt i na dodatek nie biorący leków.

Na oddziale męczy mnie trochę atmosfera. Jest dziwnie.. ale może się unormuje.

Przedemna kolejny LEP.. Przez różne inne sprawy przygotowań nie ma wcale..Co w konteksie rozrzutności MZdr kaze zastanowić się co będzie dalej.

 

 

 
1 , 2 , 3